Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/do-dodatek.szczecin.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server014688/ftp/paka.php on line 5
sukienka

mężczyźnie, który stał niedaleko, mężczyźnie w długim brudnym płaszczu.

sukienka

cokolwiek się stało, nie zrobiłeś tego umyślnie. Jesteś dobrym chłopcem, Danny. Jesteś moim
bocznego oszklonego wejścia. Potłuczone szyby poplamiła ciemna substancja,
ramienia i cieszył się, gdy przytulała się do niego jeszcze bardziej.
znalezienia ojca żywego gwałtownie malało. Minęło już trzydzie¬
i dzwonił. A jeśli zastawał ją w domu, nigdy nie miała czasu na rozmowę.
Ale jej ukochany wcale się nie poruszył. Patrzył na nią dziwnie. Jakby
- Jeden z agentów, którzy pracują nad tą sprawą, mógłby chcieć się mścić.
Millos został zamordowany w czasie pobytu Sancheza w dziurze, oznaczał, że
dla niej wszystkiego, co najlepsze. Dalibyśmy jej... cały świat, gdyby to było
– Nie dostaniecie Becky! Cholera, Rainie, tylko ona mi została!
Elizabeth była jedyną osobą w rodzinie, która miała się rozwieść i samotnie
życie. Czemu rodzice nie chcą im pokazać, co to naprawdę znaczy?
O’GRADY: Nie wiem.
skoro tak bardzo mnie nienawidzi?!

– Rzuciłem, zapominałeś? Po ślubie z Delilah.

– Jennifer nie żyje. – Podniosła wzrok, szukając potwierdzenia.
Nikogo nie widziała. Tylko starszy facet i pies – szli w przeciwnym kierunku.
dzielnicy, niedaleko Culver City.
wytrwałości i determinacji. Nie na darmo rzuciłam palenie.
– Idiotka – mruknęła kobieta i zdjęła z głowy blond perukę. – Rozgość się. Trochę, tu
Następnie idę pod prysznic i do szatni, ubieram się spokojnie, chociaż już umieram z
którą kochał, cierpiała tylko i wyłącznie z jego powodu.
Jak zawsze.
A teraz to.
– Tak, mały hotelik przy Figueroa, niedaleko uniwersytetu, ale nie pamiętam szczegółów.
kierowcy.
własnej osobie, z rękami splecionymi na piersi, w lekkim rozkroku, między wielkimi
Powodzenia – powiedziała. – Mam nadzieję, że ją znajdziesz. Szybko.
Jeszcze na posterunku podał kolegom nazwisko dentysty Jennifer, na wypadek, gdyby
- Och, daj spokój - mruknęła Sylvie. - Jakby był w sytuacji bez wyjścia? Niemożliwe. Bandeaux nie miał skłonności do dramatyzowania. - Może cierpiał na depresję. Sylvie przewróciła oczami. - Tak, jasne, bo życie tutaj jest nie do zniesienia. Facet miał wprawdzie tylko jedno bmw. Ale miał też range rovera, corvettę, kilka koni wyścigowych, ten mały pałac i dom w St. Thomas z pokaźnym kawałkiem ziemi i prywatną zatoką. Tak, jasne, świetny kandydat do kuracji prozakiem. Diane powstrzymała uśmiech i popatrzyła na martwe ciało Bandeaux. Morrisette, wciąż potrząsając głową z powątpiewaniem, rozglądała się po pokoju. Luksusowe meble - wiśniowe drewno i skóra, najnowocześniejszy komputer, drogi sprzęt grający, szklany humidor na cygara... same cygara pewnie kosztowały więcej, niż posterunkowy zarabia przez cały tydzień. - Trudno mi przełknąć tę bajeczkę o biednym Joshu. Reed uniósł brwi. - Tak dobrze go znałaś? - Sporo o nim wiem. Naprawdę sporo. I nie uwierzę, że zniszczył sobie koszulę od Brooks Brothers tym cholernym scyzorykiem. - Spojrzała pogardliwie na zakrwawiony nóż. Reed zastanowił się. Miała rację. Z pozoru życie Josha Bandeaux wyglądało bajecznie; ale to jeszcze nie znaczy, że nie popełnił samobójstwa. Reed nie wykluczał żadnej możliwości. - Co już wiemy? - zapytał jednego z policjantów. - Niewiele. Zdaje się, że Bandeaux pracował nad tym. - Wskazał na dokumenty wystające z papierowej teczki i za pomocą ołówka otworzył ją. - Co to jest? - Pozew o spowodowanie śmierci - powiedziała Moses, marszcząc brwi i przyglądając się dokumentowi. - Wygląda na to, że Bandeaux zamierzał oskarżyć żonę o spowodowanie śmierci ich dziecka. - Urocze. - Morrisette przewróciła oczami. - To już bardziej do niego podobne. - Jak zmarło dziecko? - zapytał Reed. - Nie mam pojęcia - mruknęła Diane, oglądając uważnie ramię denata. Reed spojrzał na Sylvie. - Nie wiem - przyznała i zmarszczyła brwi, próbując przypomnieć sobie, co się stało z dzieckiem Bandeaux. - Musimy się tego dowiedzieć. Coś jeszcze? - Reed zwrócił się do policjanta. - Nie było włamania. Frontowe i tylne drzwi zamknięte na klucz, okna pozamykane, z wyjątkiem dwóch okien na górze i tych drzwi. - Wskazał na drzwi balkonowe w gabinecie. - Prowadzana werandę. - Sprawdźcie odciski. - Tak jest, detektywie - wycedziła Diane Moses. - Innymi rzeczami też się zajmiemy. Wiemy, jak wykonywać naszą pracę. - Olała! - zamruczała Sylvie, gdy Diane odeszła od biurka. - Ktoś tu jest bardzo drażliwy. Ktoś komuś nadepnął na zawodowe odciski. - Słyszałam, Morrisette - syknęła Moses, nie przerywając rozmowy z fotografem. - Co jeszcze wiadomo? - zapytał Reed policjanta.

©2019 do-dodatek.szczecin.pl - Split Template by One Page Love